rzeznik

Ostatnio tyle można było usłyszeć na temat Rzeźnika, niekoniecznie w kontekście samego biegania, że lepiej już tematu nie rozwijać. Każda ze stron ma swoje argumenty i racje, a najważniejsze i tak pozostanie to, żebyśmy w takim, czy innym kształcie mogli się cieszyć górskim bieganiem w Bieszczadach. Skupmy się na tym, co faktycznie się działo. A zaczęło się z przytupem od najdłuższych dystansów całego Festiwalu Rzeźnickiego. Starty na obu ultra dystansach odbyły się w sobotę. Uczestnicy docenili, że w tak krótkim czasie udało się przygotować alternatywne trasy. Przypomnę tylko, że zwycięzca dłuższej trasy, Tomasz Komisarz pokonał 140 kilometrów w nieco ponad 18 godzin i zdobył aż godzinę przewagi nad kolejnym zawodnikiem. Wielki ukłon za tak wspaniały wynik.

W cieniu wielkich osiągnięć i wyzwań jakie już się zakończyły lub miały zacząć w długi weekend, wystartował Bieg Rzeźnika na Raty. To dopiero druga edycja biegu, w zamierzeniu mającego przygotować do startu na klasycznej trasie Rzeźnika, ale podzielonego na 3 etapy.
Odbierając pakiety startowe miałem okazję poobserwować kończącą swoją walkę czołówkę ultrasów z trasy 140-kilometrowej. Chłopaki nawet sensownie odpowiadali na pytania spikera zawodów.

W zestawie startowym znalazłem miłe niespodzianki, oprócz książeczki festiwalowej i gadżetów sponsorskich również torba na ramie, rzeźnicka chusta i pas do przypinania numeru startowego. Odbyła się krótka odprawa, która wciąż nie odpowiedziała nam na najważniejsze z nurtujących nas pytań: nowa, czy stara trasa? (w między czasie orgowie zdążyli przygotować propozycje nowego przebiegu naszego wyzwania). Pierwszy odcinek mieliśmy zacząć tak, czy siak jak wcześniej zaplanowano, ponieważ przebiegał poza terenem Parku Narodowego.
Mieliśmy się stawić już o godz. 4 rano w centralnym miejscu Cisnej i tak też zrobiliśmy w sile 122 osób, a więc jak na cały Festiwal, w dość kameralnym gronie. Rzeźnik zaczynał się dla nas, podobnie jak na klasycznej trasie, od transportu busami na start do Komańczy, czyli jakieś 40 kilometrów od bazy zawodów. Start zaplanowany na 5.00 uświetnili bębniarze z grupy Wiewiórki na Drzewie, dla których duże podziękowania za poświęcenie i przybycie o tak wczesnej porze.

Na placu przed kościołem zgromadził się wiec spory tłumek kolorowych postaci wymachujących kończynami i zakłócających poniedziałkowy poranek mieszkańcom miejscowości. Żeby każdy miał pewność jaka to impreza, start rozpoczął wystrzał z rusznicy dyrektora biegu Mirosława Bienieckiego. Ruszyliśmy na trasę, początkowo niezbyt przypominającą górską ścieżkę. Pierwsze 8 kilometrów pokonaliśmy drogami aby zboczyć w kierunku jednego z bardziej malowniczych miejsc w Bieszczadach, tzn. Jez. Duszatyńskich. Nie mogłem się tam nie zatrzymać, aby uwiecznić kolorowe tafle jeziora wkomponowane w leśne ostępy. Uroczy krajobraz tak nas zdekoncentrował, że biegnąc w grupie pogubiliśmy szlak, aby jednak za chwilę nań powrócić. Dalsza droga upływała już bez zbędnych przygód, choć później okazało się, że nie tylko my mieliśmy problem z odnalezieniem właściwej drogi. Wbrew temu co pamiętałem z poprzednich wypraw w Bieszczady wcale nie był to najnudniejszy szlak. Co prawda, brakowało na nim spektakularnych widoków, ale prowadził pofalowanym terenem w przyjemnym leśnym otoczeniu. Jedynie mijane co chwilę krzyże przypominały o burzliwej historii, która nie omieszkała odcisnąć swoje piętna na tak pięknym zakątku naszego kraju.

rzeznik2

Wizyta na punkcie odżywczym ok. 18 km nie skończyła się wcale żebraniem o życiodajną wodę lub izotonik. Obsługa punktu na przełęczy, nomen omen Żebrak, migiem podawała potrzebne napoje i można było śmigać dalej. Trasa nieco się dłużyła, a zalesione stoki nie dawały szansy zobaczenia jak daleko przed nami jest Wołosań, czyli najwyższy szczyt I etapu. Wtedy po raz kolejny przekonałem się jak twarde na trasach górskich biegów potrafią być kobiety. Biegnąc za jedną z czołowych biegaczek w stawce, razem z kolegą usiłowaliśmy dotrzymać jej tempa, w szczególności na podbiegach, a nie było to łatwe. Dopiero na zbiegu w kierunku mety mieliśmy szansę się z nią zrównać. A więc apeluję do płci pięknej, startujcie w ultra, kto ma dać radę jak nie Wy?
Na ostatnich kilometrach czekał nas fragment, który niektórzy z uczestników skomentowali w słowach niedających się zacytować. To zbieg pod wyciągiem narciarskim, który wycisnął z naszych ud ostatnie siły. Dalej zbiegłem do samej mety etapu, na której, z racji wczesnej pory, byli głównie biegacze wcześniej kończący zawody, w tym zwycięzca etapu Artur Kamiński (czas 2:45) i najlepsza z kobiet Agnieszka Fogiel-Pawłowska (3:38). Niemniej jednak każdy kończący etap otrzymał brawa, izotonik i dowolną ilość wody, która po 33 kilometrach wysiłku bardzo się przydała. Jak wspomniał jeden z biegaczy był to najlepszy moment aby uczynić bieg ważnym tj. zamieścić zdjęcia na ogólnie znanym portalu społecznościowym. Niech się świat dowie, że Rzeźnicy biegają cały tydzień. Pierwszy etap mogłem uznać za wyjątkowo udany bo miejsce w pierwszej dwudziestce było dla mnie sporym zaskoczeniem. Teraz cel był tylko jeden dowieźć ten wynik do końca i choć to nie Giro d’Italia to wyzwanie było spore.

Organizatorzy zaprosili nas na godz. 18.00 na odprawę, gdzie czekała nas dobra wiadomość – biegniemy starą trasą, jak się później okazało jako jedyni w trakcie całego Festiwalu Rzeźnickiego. Zdążyłem się przyzwyczaić do myśli, że pobiegniemy inaczej niż w zeszłym roku tym bardziej, że również zapowiadało się ciekawie. W planach była podróż kolejką bieszczadzką na start i bieg mało znanym szlakiem granicznym. Skoro jednak udało się porozumieć z Parkiem Narodowym, czekały na nas piękne, ale koszmarnie męczące Połoniny. W końcu przewyższeń miało być mniej więcej tyle co na pierwszym etapie, ale na odcinku o 12 km krótszym. Przy okazji dowiedzieliśmy się również, że zgłoszony został protest, ponieważ jedna z biegaczek z czołówki pomyliła trasę i skróciła dystans, podobnie jak prowadząca przed rokiem para w klasycznym Rzeźniku. Nie był to jedyny przypadek, ale pozostali cofali się do właściwej trasy.

facebook

pomiar czasu

rekordy pro run

kalkulatory biegowe

News - pozostałe

Wycieczka biegowa - Kamieńczyk

Wycieczki biegowe niosą ze sobą wiele pozytywnych wspomnień. Ta, którą planujemy na 2 września będ...

Wild Run - bieg po ZOO

Zapraszamy na WILD RUN – RATUJMY ZWIERZĘTA AFRYKI! Celem biegu jest wsparcie akcji ratowania ginąc...

Poprowadź 35. PKO Wrocław Maraton

Na 35. PKO Wrocław Maraton lista startowa ciągle otwarta. Wspólnie z firmą IT Kontrakt poszukuje...

Trenujemy cały rok :)

Nie samym bieganiem biegacz żyje :) Z tego tez powodu czasem trzeba zaczerpnąć innych aktywności f...

Wycieczka biegowa - Przesieka 2017

Sezon letni w pełni. Dlatego już tradycyjnie wybieramy się na wycieczkę biegową, której finał bę...

Igrzyska Pro-Run

Nadeszły wakacje, a razem z nimi chwila na odpoczynek i chwile refleksji treningowej. Z tej okazji...

News - zawody

30 km - Wyniki 16.07.2017

Wyniki biegu dostępne będą na stronie DATASPORT (obecnie są prowadzone prace na serwerze i nie mam...

Letnia Trzydziestka 2017

Ruszyły zapisy na nasz lipcowy sprawdzian na dystansie 30 km. Ponownie można będzie sprawdzić swoj...

Biuro zawodów również w piątek

Już w piątek otwieramy biuro zawodów na bieg w Siechnicach w sklepie sportowym Decatchlon Bielany ...

Posiłek regeneracyjny

Posiłek regeneracyjny jest bardzo ważny również po zawodach, tym razem serwujemy grochówkę w wersj...

Organizacja w Siechnicach

  W Siechnicach zapowiada się ponad pięciuset startujących, a wraz z nimi zapewne kibice. Aby ...

Startujemy o 15:00

Start biegu na obu dystansach jest wspólny i rozpocznie się o godzinie 15. Początkowo miał się odb...